Wypad do Lake George

W drugim tygodniu pobytu udało mi się wyrwać do Lake George. Day off’y są szczególnie cenne, gdyż pracujemy 6 dni w tygodniu. Tym bardziej warto je dobrze wykorzystać, pozwiedzać i zresetować się przed kolejnym tygodniem pracy.

Lake George to miejscowość typowo turystyczna i zgodnie z nazwą znajduje się nad jeziorem. W związku z tym oferuje możliwość plażowania, rejsu statkiem, wędkowania oraz uprawiania sportów wodnych. Odnajdą się tu ludzie o różnych temperamentach. Jednakże na pierwszy rzut oka widać spore grono wypoczywających seniorów – to się nazywają złote lata!

Wjeżdżając do miasteczka można podziwiać wiele pięknych motelików, jakie widziałam do tej pory tylko na filmach. Większość z nich jest zadbana i cieszy oko turysty.

Centrum miejscowości jest niewielkie, spokojne można przejść się na piechotkę, by je zwiedzić. Znajdują się tam liczne sklepiki z souvenir’ami oraz małe restauracyjki. Na centralnym skrzyżowaniu miasta mieści się budynek informacji turystycznej.  Tam zasięgnęliśmy z kolegami informacji o trolley’u, czyli czerwonym busiku, który może nas zawieść do Outletów.

Trolley jeździ co 20-25 minut i kosztuje zaledwie dolara w jedną stronę. W Lake George mamy dwie linie – North and South. Jeden jeździ w kierunku Wallmart’u, drugi do Outletów, gdzie postanowiliśmy pognać.

Kwadrans jazdy drogą szybkiego ruchu i znajdujemy się na miejscu. Widzimy kilka budynków, w których mieszczą się sklepy z markową odzieżą. Udało mi się kupić snickers’y marki Adidas za 20 dolców i popularną w okolicy butlę na wodę za jedyne 5,99 USD (do każdej ceny trzeba dodać jeszcze ok 8% podatku).

O ile ranek był piękny, to po kilku godzinach pogoda spłatała figla. Co chwilę następował tzw. shower, czyli krótki, ale za to mocny deszcz. Po skończonych zakupach znów wsiedliśmy do trolley’a i wróciliśmy do centrum.

Byliśmy po prostu głodni! Nie znając okolicznych jadłodajni (i obawiając się nieprzestępnych cen)  postanowiliśmy skorzystać z tej najbardziej nam znanej – Mc’Donalda. Zjadłam najgorszego Big Mac’a w moim życiu. Europejska jakość jednkak różni się od amerykańskiej. Bułka smakowałam po prostu inaczej i po prostu gorzej. A wystrój lokalu? Jak u nas, przed remontami, ale chyba nie tymi ostatnimi, tylko jeszcze wcześniejszymi. Podobno amerykanie uznają, że jeśli coś działa to po co to zmieniać 😉 W sumie, czemu im się dziwić.

Wstąpiliśmy do mini marketu, gdzie na półkach stała woda, z pokrzepiającą nazwą „Poland Spring” oraz na piwko do nadbrzeżnej knajpy. A później już tylko do domu, naszego tymczasowego domu. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: